kto pisze życia scenariusze czyli jak się splotły pewne nici

W życiu bym nie pomyślał, że tak się to może potoczyć.

Na początku tego kończącego się roku poznałem pewnego młodego człowieka, Mateusza, który postanowił że będzie reżyserem. Mając w tej chwili 17 lat ma już na koncie pewne realizacje filmowe. Może nie jest to kino najwyższych lotów, ale gość ma niezłe samozaparcie i podziwiam go za konsekwencję w dążeniu do obranego celu. Postanowiłem trochę mu się poprzyglądać z bliska, a nawet wziąć udział w tej jego przygodzie. W maju 2009 rozpoczął realizację krótkiej etiudy pt. „Szkoła cierpienia”. Szukał aktora do roli bezdomnego. No i tak stałem się bezdomny… Do tej etiudy potrzebny był też chłopiec, który rozmawia z bezdomnym. Pomyślałem o moim synu Filipie. Zdjęcia zaczynały się w poniedziałek. W niedzielę powiedziałem Filipowi o propozycji Mateusza. Nie chciał się zgodzić. Nie dziwię mu się. Ma swój świat, jeździ z olbrzymim zapałem na deskorolce i choć często pozował mi do zdjęć jako doskonały model, nie myślał zupełnie o jakimś tam głupim graniu w jakimś tam głupim filmie. W poniedziałek, jadąc na plan zadzwoniłem do niego i spróbowałem go przekonać do udziału w tej zabawie. Do dziś nie wiem dlaczego się zgodził, być może chciał zobaczyć co też znów ten ojciec wymyślił i co się będzie działo. Jadąc samochodem czytał i uczył się swojej krótkiej roli. No i zrobiliśmy to.

http://picasaweb.google.pl/trucha22/ZdjeciaZPlanuFilmuSzkoACierpieniaMaj2009#

Mateusz

Mariusz dźwiękowiec

Mniej więcej w tym samym czasie, z zupełnie innego kierunku rozwijała się pewna nić zdarzeń, która niebawem miała się spleść z naszymi losami.

http://www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=54311

Dopiero później dowiedziałem się jak doszło do tego splotu zdarzeń.

Nić pierwszą już opisałem wyżej.

Nić druga to dyrekcja Gimnazjum nr 2 w Kętrzynie, opiekunowie Mateusza, młodego reżysera, którzy obserwują z zainteresowaniem jego poczynania.

http://www.gimnazjumnr2.webity.pl/post/spelniamy-nawet-to-o-czym-nie-marzyleC59B-128/

Nić trzecia to wybór lokalizacji, w której miały się odbyć zdjęcia do filmu JJ Kolskiego „Wenecja”. Jak się potem okazało miejsce to zostało wybrane z mniej więcej setki innych lokalizacji w całej Polsce. Pałac w Jegławkach na trasie Barciany – Srokowo, początkowo zupełnie nie spodobał się reżyserowi. Kiedy jednak był w okolicy i zobaczył osobiście pałac, jego rozległe piwnice i niezwykły park okalający zabudowania, zakochał się w tym miejscu i tak już zostało. Jegławki stały się miejscem akcji filmu „Wenecja”. I tutaj następuje najważniejszy splot wydarzeń. Pani Magdalena Szwarcbart zajmująca się castingiem, postanawia poszukać chłopca do roli WIKTORA, ostatniego brakującego aktora w najbliższym, większym mieście położonym w pobliżu Jegławek. Wybór pada na Kętrzyn. W Kętrzynie mieszka Filip. I już się nici poplątały i już los mknie w inną, nieznaną stronę…

- To ja zabieram Filipa na spacer -

- Potencjał jest! -

- To zróbmy sobie wspólną fotografię na pamiątkę –

- Na koniec spotkania pan Jan Jakub Kolski podarował naszemu Gimnazjum najnowszą kolekcję płyt DVD z jego filmami -

Pierwszy z prawej Piotr Kolski, bratanek JJ, pierwszy student reżyserii z dyplomem lekarza medycyny, twórca „making of WENECJA

Z prawej strony pani Magdalena Szwarcbart

Ciekawe, że ja aż do momentu kiedy zapadła decyzja nie wiedziałem co się szykuje. Filip nie zapamiętał nazwiska tego „znanego” reżysera, o którym mówiła mu pani dyrektor Bronakowska. Wiedziałem tylko, że idzie na casting, że to jakiś znany reżyser. Pomyślałem niech spróbuje, jest fotogeniczny. Ale przecież jest tylu lepszych… nie wierzyłem. Następnego dnia po castingu, kiedy Filip spał zadzwoniła pani Szwarcbart. Ponieważ nikt nie odbierał nagrała się na sekretarkę. I do dziś to nagranie jest często odtwarzane jako pamiątka  zapowiedzi niezwykłej przygody, która niebawem miała się odbyć.

przez Warszawę w Bieszczady

IMG_9630

IMG_9608

IMG_9653

IMG_9662

IMG_9701

IMG_9705

IMG_9735

IMG_9770

Janek

img_1695

img_1752

img_17261

kill

img_9738

m.

img_94911

img_94951

dublin, portobello bridge

img_0754

20m od dna

img_9230

popis

Pierwszy popis młodego, zdolnego pianisty:

img_7138

img_7129

nie boję się latać

untitled-1

Lot jak lot, na trasie Dublin – Gdańsk. Może trzęsło trochę bardziej. Generalnie dziwnie się czuję na wysokości ok. 10 km, zamknięty w stalowej puszce, która z jakichś niezrozumiałych względów potrafi unosić się w powietrzu z olbrzymią prędkością. Czuję pod sobą tą odległość od ziemi i wiem, że upadek z takiej wysokości może się skończyć tylko w jeden sposób. Nie żebym się jakoś specjalnie mocno bał, ale gdzieś tam ten lęk się czai.

Ten miesięczny bobas leciał pierwszy raz do Polski. Pokazać się dziadkom. Jego mama tryskała optymizmem. Od pierwszego zdania rozmawialiśmy jakbyśmy znali się sto lat. Kiedy wyraziliśmy zdanie, że jakoś mocno trzęsie tym razem i że mamy jakieś tam obawy, spojrzała na nas jak na idiotów. Wy nic nie rozumiecie. On leci ze mną pierwszy raz. Nic nie może się wydarzyć. NIC SIĘ NIE WYDARZY, BO ON MUSI DOLECIEĆ. Powiedziała to tonem osoby, która po prostu to WIE.

Mój lęk dostał kopa w tyłek i schował się gdzieś, gdzie go nawet nie szukałem.

Nic się nie wydarzyło.

ON doleciał. Musiał.

img_5490

Następna strona »



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.